|
BLOG
22 marca 2010, 10:48
Jarosław Kaczyński jako dziejowa konieczność
Żyjemy w ciekawym momencie historii, pomiędzy rozpadem starego systemu a skrystalizowaniem się systemu nowego. Najtrafniej nasze czasy można określić pojęciem „burdelu”. Burdel ma kilka rozpoznawalnych cech. Po pierwsze dalekosiężne plany elit sprawujących władzę nie istnieją. Są tylko jakieś taktyczne planiki sięgające nie dalej niż za miedzę najbliższej kampanii wyborczej. W efekcie, jednego roku przerzucamy rurociąg po dnie Bałtyku, w następnym ciągniemy go przez Kazachstan, aby zaraz potem budować gazoport. Burdel i tyle. Po drugie, władza państwowa to kpina. Procesy sądowe ciągną się latami, a ustawy może przepychać byle chłystek z Zieleńca. I po trzecie, burżuje dociskają lud pracujący, a ten jęczy, ale że nie ma go komu bronić, to nie podskakuje.
Nam, siedzącym w burdelu po uszy, wydaje się, że burdel to stan naturalny orazże my (Polacy) jesteśmy na niego skazani genetycznie, ale nic bardziej mylnego. Ile jeszcze lat może trwać ta partyzantka w środku Europy? 10? 20? Musi być jakiś kres tej anarchii – pewnego dnia obudzimy się w cywilizowanym kraju. Jak do tego dojdzie? Pojawienie się polityka (być może w postaci wieloosobowej), który zgromadzi wokół siebie wystarczające siły społeczne, żeby uprzątnąć moralną zgniliznę i nierząd jest nieuniknione – tak jak przyjście wiosny po zimie. W końcu zjawi się jakiś charyzmatyczny „Kaczyński” i zrobi co trzeba, czyli porządek. Nie bacząc na jęki i opór zdegenerowanej części społeczeństwa, przeprowadzi konieczne zmiany ku radości przyszłych pokoleń. Oczywiście ład wprowadzany jest również w sposób organiczny: obywatele organizują się u podstaw, porządkują swoje najbliższe otoczenie, a także dojrzewają mentalnie i nie dają się robić w bambuko w stopniu tak żenującym jak jeszcze kilka lat temu. Polska się zmienia, dlatego za parę lat wystarczy Kaczyński w formie bardziej „lajtowej”. Mamy zatem wybór między dwoma Kaczyńskimi: tym współczesnym, radykalnym oraz tym „lajtowym”, który przyjdzie po przedłużającym się okresie burdelu za jakieś 15-20 lat. KOMENTARZE
1. 22 marca 2010, 10:56 "Musi być jakiś kres tej anarchii – pewnego dnia obudzimy się w cywilizowanym kraju. Jak do tego dojdzie?" Nasza historia pokazuje, że w takich przypadkach nie pojawia się żaden "Kaczyński", ani radykalny, ani lajtowy, tylko zupełnie normalny przedstawiciel ktoregoś z naszych sąsiadów, z którymi się oczywiście przyjaźnimy, współdziałały, a proces pojednania realizuje się jak nigdy w naszych dziejach. 2. 22 marca 2010, 11:29 a i owszem, tak też może być - Angela Merkel jako zjednoczyciel narodu polskiego 3. 22 marca 2010, 11:41 Powiem tylko tyle, że chciałbym aby zdrowej tkanki społeczeństwa było na tyle, aby do władzy doszła osoba mająca na tyle charyzmy aby przeprowadzić bolesne reformy. NIestety nasz kraj jest podzielony na kilkadziesiąc najróżniejszych grup, które mają swoje przywileje od emerytalnych po socjalne, interwencyjno-skupowo-związko-zawodowe ,z których nie zrezygnują, dla dobra Państwa, które traktują jak krowę dojną. Jedynym rozwiązaniem na ten burdel o jakim Pan pisał wydaje się przyjście takiego drugiego Piłsudzkiego, który siłą wprowadzi reformy, które przyniosą Państwu korzyść w późniejszym czasie. Potem może spokojnie oddać władzę, ale w momencie gdy będzie to już uporządkowane. Miast tak mocno radykalnych rzeczy jest jeszcze inne rozwiązanie, w pewnym sensie niemoralne, ale z drugiej strony niegorsze od obecnego nieRządu Premiera Tuska. Polityk naobiecuje gruszek na wieżbach, po czym po wygranych wyborach zacznie rządzić twardą ręką, mimo hektolitrów pomyj wylewanych przez media i sprzeciwu grup społecznych. Partia taka musiała by sobie zagwarantować co najmniej 8 letnią kadencję aby móc przeprowadzić mocne reformy, jak i tłumić protesty uprzywilejowanych grup społecznych, podobnie jak to robiła Margaret Tacher. To wszystko musiało by iść w parze za z mocno uargumentowanym przekazem dla społeczeństwa, dlaczego takie a nie inne działania są podejmowane. Reformy winne się zacząć od odchudzenia administracji, ograniczenia liczby posłów, być może wprowadznie JOW(nota bene ciekawy dokument powstał - proszę sobie poszukać "Władcy marionetek"). Nie będę się dalej rozpisywał, bo to niemal materiał na książkę... 4. 22 marca 2010, 11:43 Cytat: a i owszem, tak też może być - Angela Merkel jako zjednoczyciel narodu polskiegoAle oczywiście wraz z Putinem, będą nas "jednoczyć" jak podczas rozbiorów - dla naszego dobra... 5. 22 marca 2010, 12:15 @Jahos: dla porządku. Ja abstrahuję od jakichkolwiek nazwisk czy szyldów. Mnie interesują procesy makro. M. Thatcher i jej reformy są mocno dyskusyjne, zaś ona sama działała w zupełnie innych czasach. Ale wszystkiego tego nie da zmieścić w formule komentarza do wpisu, ale raczej wielomiesięcznego seminarium. 6. 22 marca 2010, 12:39 Cytat: @Jahos:Chciałby Pan powiedzieć, że żyjemy w czasach postradykalnych? Tak się wydaje, ale z drugiej strony bez tego, stawiając tylko na procesy makro, nie zdąży się zreformować rzeczy podstawowych, które to skutkują zbliżającym się nieuchronnie upadkiem finansów Państwa. Nie ma pieniędzy na wiele rzeczy, a jak już pisałem kiedyś np. Polska zgodziła się na płacenie 5mld zł rocznie za limit CO2, a nie ma na remont linii przesyłowych energii, na który to trzeba wydać w najbliższych latach około 100 mld zł. Jeśli nie będzie radykalnych reform oraz realnej i długoterminowej polityki rządzenia Państwem, to będzie jak to się mówi - "pozamiatane" Zgadzam się. 8. 24 marca 2010, 11:22 No wreszcie Panie Mikruda w miare obiektywny punkt spojrzenia! Czasem zdarza mi sie sledzic co Pan piszesz i po lekurze, mimo to ze czesto masz Pan racje, pozostaje swojego rodzaju niesmak, ze uwielbiasz Pan Kaczynskiego i tylko on jest chodzacym 'dobrem' i wzorem dla wszystkich. To powoduje iz mam Pana za za skrajnego bojownika podobnego do niejakiego Jacka z GW, a takich radykalow nam teraznie potrzeba. W tym poscie jednak nastapila pewna zmiana - otoz swoja milosc do Kaczynskiego ukryl Pan porownujac go do zjawiska a nie jednostki, to nadalo temu wpisowi obiektywizmu. To czego mi brakuje na tym blogu, ktory czesto przeistacza sie w przepychanki slowne, to spokojnej dyskusji (moze my Polacy nie umiemy ze soba rozmawiac w cywilizowany sposob? Choc to z kolei jest potwierdzeniem tezy, iz my Polacy traktujemy ow burdel jako stan dla nas naturalny). Rzad Tuska i PO uswiadamia mi, ze nasze spoleczenstwo powinno jasno wyrazic swoje potrzeby? Chcemy zmian! Ale zmian czego? Co ma sie zmienic? Czasem moze nawet nie musi byc to nic konkretnego, ale zmiany musza nastepowac, po to zebysmy mogli uslyszec wreszcie cos pozytywnego, co nada nam sil! Ja niestety odnosze wrazenie ze tylko jestesmy bombardowani negatywnymi informacjami, co powoduje ze dalej chodzimy najezeni. Potrzebujemy kogos kto przyjdzie i posprzata, wezmie sie na powaznie do roboty i odwaznie przyspieszy modernizacje tego kraju (a byc moze i mentalnosci). Potrzebujemy swoistego Re-engineeringu, ktory w skrocie moznaby opisac tak: dobrze wszystkim znana szklanka wypelniona do polowy wody; optimista widzi szklanke do polowy pelna, pesymista do polowy pusta, a re-engineering odcina polowe pustej szklanki. Jezlei nasze prawo jest naszpikowane absurdami, jest przeladowane po prostu, to potrzeba cos tutaj odciac. Sek w tym, ze Tuska to nie ineteresuje, Kaczynski ma topor i idzie ciac, tylko mam wrazenie, ze za bardzo nie wie co.... Co do Tacher, to tak ktos taki nam by sie przydal, z tym ze jej kultura, charyzma i sposob perswazji pozowlily jej na dokonywanie zmian, czy my mamy takiego polityka? Silnego i za razem madrego, nie tryskajacego wsciekloscia albo falszem? DODAJ KOMENTARZ
|
AUTOR
ARCHIWUM BLOGA
KOMENTOWANE
CZYTANE
27.02.2009 (26) KOMENTOWANE
CZYTANE
|
![]() |